piątek, 24 czerwca 2016

Coś się kończy coś zaczyna

 Jeszcze tylko kwiatek dla pani, papierek, że ukończono kolejny etap życia z lepszym lub gorszym wynikiem i już można zacząć ten wolniej płynący czas bez stresu, bez ciągłego: "wstawaj szybciej, czemu kanapki w szkole nie zjadłeś, lekcje odrobiłeś... Nastał czas wakacji.
Mój siostrzeniec szóstoklasista zaniósł swojej pani wychowawczyni wraz z kwiatami karteczkę wykonaną przeze mnie.





Kwiatki , którymi ozdobiłam kartkę wykonałam sama z papieru czerpanego. Przyznam się szczerze, że już dawno podziwiałam panie, które same tworzyły takie kwiatki. Postanowiłam i ja spróbować . Poszperałam w internecie, przestudiowałam kursy przygotowane przez specjalistki w tej dziedzinie i wzięłam się do roboty. Z papieru czerpanego wycięłam kwiatki różnej wielkości , podbarwiłam kredkami akwarelowymi potem woda, gniecenie, formowanie płatków, suszenie, sklejanie poszczególnych warstw kwiatków na koniec jakiś środeczek i gotowe. Moje kwiatuszki  miały być troszkę takie vintage no i są w pełni,  bo i papier , z którego je robiłam ma słuszny wiek, około 20 lat. Pochodzi z czasów, gdy jeszcze chodziłam do szkoły ( o zgrozo to jestem aż takim zbieraczem i chomikiem :-)).







Pierwsze kwiatki powstały i nie ostatnie bo świetnie się je robi.


 Pozdrawiam serdecznie i witam nowe obserwatorki. Miłego odpoczynku :-)

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Uskrzydlony

Aniołki lubię więc podczas mojej przygody z gliną nie mogło zabraknąć takiego skrzydlatego przyjaciela.


Sukienka i skrzydła zostały lekko spłycone a w miejsce zagłębień wypełnione kolorowym szkłem , które podczas wypalania stopiło się i utworzyło spękaną, gładką powierzchnię. Lubię ten efekt spękań.




Pozdrawiam Was serdecznie siedząc na walizkach a właściwie plecaku bo zaczynam krótki przedurlopik :-) ( właściwy urlop w sierpniu ) .

czwartek, 2 czerwca 2016

Kartki na zimowe święto :-)

Całoroczna zabawa u Uli trwa. Trochę jestem spóźniona z pokazywaniem moich papierkowych wyczynów ale karteczki na Boże Narodzenie co miesiąc powstawały i tak w marcu na kartce miała znaleźć się kokarda.
 Oto moja kartka ...


...i kokarda.



Kartki kwietniowe miały posiadać gałązkę choinki.






Natomiast w maju na kartce miała znaleźć się czapka elfa lub gnoma.
 Oto moja karteczka z czapką.








Uff...od tych płatków śniegowych, sztucznego śniegu... zrobiło mi się chłodniej . A może to  przez ten deszcz, który właśnie pada za oknem poczułam lekki chłód :-). Deszcz potrzebny niech więc pada.
Pozdrawiam :-).

piątek, 27 maja 2016

Na fioletowo z domieszką bieli

Lubię fiolet . O fiolecie to ja już pisałam tu więc powtarzać się nie będę. Teraz jest czas fioletów w moim ogrodzie. Bo właśnie teraz patrzą na mnie swoimi buziami fioletowe bratki, fioletowy bez roztacza wokół upojny zapach, skalniak pokrył się barwnym kobiercem w odcieniach fioletu, fioletowe kule czosnku kołyszą się na wietrze, a za chwile powojnik rozkwitnie fioletową burzą kwiatów...
 

 

 


 

 Fiolety to nie wszystko bo widok takiej łączki zawilców w moim ogrodzie to też radość dla oczu.



 Fioletu ciągle mi mało więc zrobiłam sobie  kolczyki z fioletowych ametystów.






Pozdrawiam Was serdecznie :-).

czwartek, 19 maja 2016

Wracam z poduszkami

Powróciłam.
Pewnego dnia moje okno do świata komputerowego, internetowego, blogowego raptownie, bez ostrzeżeń zamknęło się . Po prostu mój komputer padł. Staruszek nie dał rady. Techniczna to ja wcale nie jestem więc z przerażeniem w oczach pomyślałam, że czeka mnie błądzenie po omacku wśród nowych wynalazków techniki aby jednak powrócić do blogowego świata, bo za tym najbardziej tęskniłam. Po reanimacji staruszek dalej działa ale kończąca się umowa na internet spowodowała że czekała mnie jeszcze seria pytań dotyczących haseł, loginów...Jakie hasła? o co chodzi ? . Ufff...dałam radę i wracam. Na pewno wiele rzeczy ominęło mnie w blogosferze ale  brak komputera miał i swoje dobre strony . Jakoś więcej czasu było na inne rzeczy :-).
Powstały lniane poduszki z dekupażowymi obrazkami na tkaninie.





 

Cieszę się że znowu z Wami jestem i mam nadzieję że o mnie nie zapomniałyście :-). 
Pozdrawiam :-)
Alicja

środa, 13 kwietnia 2016

Ceramiczne nieloty

Zaczęłam jesienią przygodę z gliną.  Najpierw były trochę może przypadkowe warsztaty świąteczne na których wśród innych zajęć było godzinne zaznajamianie się z gliną i nieudolne tworzenie pierwszego glinianego kafelka , którego nawet nie warto pokazywać. Potem stwierdziłam że takie dotykanie, głaskanie , ugniatanie gliny ma świetne działanie terapeutyczne. Dzięki dobrym ludziom moje gliniane marzenia mogły się zrealizować. I tak dzięki mojej koleżance, która ma samochód mogę co piątek razem z nią zostawić cały ten szary świat wiele kilometrów za sobą ( bo warsztaty ceramiczne odbywają się kilkanaście kilometrów od mojego miasta) i zagłębić się w świecie kolorowej, miękkiej gliny i barwnych, zawsze sprawiających niespodziankę, szkliw. Dziękuję :-).
 Nie powstałyby moje gliniane cudeńka  gdyby nie to, że pewna miła, młoda, ciepła kobietka zgodziła się wziąć  nas pod swoje " gliniane skrzydła " bez żadnych finansowych zobowiązań mimo że, to warsztaty gminnego ośrodka kultury  dla miejscowych, a my jesteśmy z, powiedzmy, dużego  miasta .
 I teraz ugniatam , wałkuję glinę  jak jest to  możliwe co tydzień a jak nie jest mi dane pojechać na warsztaty to dni są wypełnione myślami twórczymi i tęsknotą za kawałkiem gliny.
 Jak w każdej przygodzie i w tej "glinianej" są niepowodzenia, bo coś pękło przy wysychaniu, szkliwo spłynęło nie tak jak oczekujesz,  są chwile napięcia gdy czekasz na wypalanie w piecu. Są i chwile radości, gdy otrzymujesz po kilku tygodniach pracy gotowe dzieło ( może to za dużo powiedziane :-)).

Pierwsze godne pokazania powstały ptaszki dla siostry.


Tak wyglądały tukaniki podczas nakładania szkliwa po wypaleniu na biskwit .


A tu już gotowe.








Pozdrawiam serdecznie :-).

środa, 6 kwietnia 2016

Wiosennie

Czekałam na nią od dawna. Chociaż kalendarzowa trwa od niedawna to tych zimnych dni i ciągłego braku słońca miałam już dosyć . Ciągle wpatrzona w okno wyczekiwałam jakiegoś znaku że już jest. Wiosna.  Dzisiaj poczułam jej ciepły oddech na moim policzku,  gdy tak w cienkiej apaszce zamiast grubego szalika na szyi, wyszłam do ogrodu.
Po tak mało zimowej zimie, co wcale nie było korzystne dla roślin, z obawą czekałam na to co wyrośnie z ziemi. Kwiaty dały radę. Przetrwały i tylko czekały , aby w końcu rozwinąć się w pełni i ku słońcu rozchylić swoje płatki. Miło było w promieniach słońca i przy wtórze ptasich treli zacząć sezon ogródkowy. Ciesząc oczy kolorami wiosny grabiłam wypoczętą po zimie ziemię, przycinałam gałązki, sadziłam bratki...








A na balkonie zadomowił się taki nieszafirowy szafirek :-).





Jeszcze muszę Wam się pochwalić że wiosną, kiedy koty marcują wygrałam candy organizowane przez Alinę , która prowadzi blog "ALIWERO domowa pracownia" i otrzymałam takiego ładnego kotka i jeszcze słodkości . 
Dziękuję Tobie Alinko :-).



Pozdrawiam wiosennie :-).