Czy czekałam na jego przyjście ? Raczej bez szczególnych emocji. Wraz z mijającym czasem coroczne oczekiwanie na Nowy Rok przeradza się w rutynę. Może jakie życie taki Nowy Rok lub odwrotnie, albo jak sobie pościelisz tak się wyśpisz, ale to już zupełnie inna bajka...
Było trochę brokatu w upiętych w kok włosach i melancholii w myślach ... Jak co roku o tej samej porze zimne ognie rozświetliły niebo z muzyką gdzieś w tle... I nastał Nowy 2017 Rok.
W końcu wszystko ucichło. Taftowa spódnica zawisła znowu głęboko w szafie czekając na swoje pięć minut. Włosy uplotłam w warkocz i wtulona w ciepły koc , otoczona blaskiem choinkowych lampek i przygasających świec, na granicy jawy i snu próbowałam uchwycić ulatujące marzenia.
Planów nie robię bo po co mam sobie kolejny raz obiecywać, że w końcu tego roku, na przykład, mój stolik doczeka się nowego blatu..., że dokończę malować zaczęty parę lat temu obraz..., że postów będzie więcej niż w poprzednim roku... itd...
Obiecanki cacanki a czas lubi płatać figle więc
Życzę sobie i Wam w tym Nowym Roku przede wszystkim zdrowia bo jest najważniejsze,
radości z każdej przeżytej chwili
i aby czas tak szybko nie umykał w szczęśliwych dla Was momentach :-).
A dla tych co mają już dosyć świąt i świątecznej atmosfery kwiatki ciemiernika , który kwitnie w moim ogrodzie :-).