wtorek, 3 listopada 2015

Królowa dynia i jej świta :-)

To było spotkanie z dynią w roli głównej. I ta ozdobna i ta jadalna króluje teraz w całym moim domu i wita na schodach przybywających gości.


Dwie dynie wraz z własnoręcznie przygotowanymi zawieszkami- tagami powędrowały do gości  na pamiątkę spotkania. Tagi w kolorach jakie pasowały do całego spotkania.




 
A spotkanie? Czarno - białe i dyniowe z nutą trochę tajemniczości jak obecny czas, gdy dwa światy ten niewidzialny i rzeczywisty przenikają się nawzajem.
Stół nakryty czarną koronką i białymi szydełkowymi serwetkami pamiętającymi dawne czasy nastrojowo  oświetlały lampiony i świece, które znalazły swoje miejsce w ten tajemniczy czas.
Czas miło płynął na rozmowie i wspominaniu. Nad nami czuwały białe duszki ( z balonów i gazy), czasami przeleciał gdzieś obok nietoperz ( z papieru ) lub przebiegł prawie niezauważalnie pająk.



Kto chciał mógł spróbować zupy dyniowej na mleku z zacierkami. Na deser podałam  zapiekane jabłka z duszkiem z bitej śmietany i mufinki.




Czy obchodzę Halloween? Nie! Po prostu lubię zaskakiwać gości a każda okazja jest dobra aby spotkać się ze znajomymi , przyjąć ich niebanalnie i  sprawić im trochę radości a przy okazji i sobie :-).
Dziękuję że o mnie jeszcze pamiętacie :-). Pozdrawiam :-).

piątek, 9 października 2015

Jesienne ostatki

 Zapukała do mnie jesień. Zimno uderzyło mnie w twarz gdy opatulona w ciepłą kurtkę wyszłam jej na spotkanie do ogrody. Widząc moje przerażenie pogładziła mnie po policzku jeszcze lekko ciepłymi promieniami słońca.
I zagoniła mnie do pracy abym w końcu uwolniła ziemię od tego co z takim trudem próbowała zrodzić tego roku. Więc jak co roku o tej porze w ruch poszły grabie, łopata, sekator , motyka... Zapał wielki, pracy sporo ale plony jakieś mikre : marchew , którą podzieliła się ziemia z innymi jej wielbicielami ( czytaj robaczkami ), kilka gałązek lubczyku, pory, selery wcale nie słusznej wielkości, piertuszka raczej naciowa niż korzeniowa... Jeszcze gdzieś tam zapodział się ostatni ogórek no i ostatnie pomidorki , które teraz  mają jakiś wyjątkowy smak podobnie jak to jest wiosną przy pierwszych pomidorach.
Na pocieszenie jesień  zostawiła mi  wrzosy, i dynie , i kwaskowe bo przecież jesienne, ostatnie poziomki.




Do domu wróciłam z bólem kręgosłupa i głową pełną jesiennego wiatru i pomysłów i nadziei że za rok będzie inaczej, lepiej. I po całym dniu zmagań dochodzę do wniosku,  że  przecież nie chodzi o to, aby złapać króliczka ale aby go gonić, więc wcale nie chodzi o te imponujące plony, ale o ten cały czas spędzany w ogrodzie od wiosny do jesieni kiedy sieję, podlewam, pielę ...i cieszę zmysły kolorami, zapachami, smakiem...
Teraz dam odpocząć ziemi. Poczekam do wiosny...
 A tegoroczna jesień pewnie nie raz jeszcze da mi w kość . Sypnie przymrozkami i będę grabić opadłe liście,  przycinać zmrożone badyle... Ale mam też nadzieję, że jeszcze mnie zaskoczy jesień swoim pięknem, jeszcze ciepło dotknie ostatnimi promieniami słońca, ofiaruje szelest liści pod stopami na spacerze...







Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie :-).

poniedziałek, 28 września 2015

Poduszeczki z lawendą

Lato minęło i lawenda przekwitła. Jej kwiatki zasuszone czekały na swój czas. Uszyłam poduszeczki zapachowe z białej bawełny wypełniając je właśnie lawendowym suszem. Teraz zapach lawendy przenika nie tylko szafową zawartość ale i  cały pokój.



Poduszeczki ozdobiłam transferem.








Pozdrawiam serdecznie i słoneczka jeszcze życzę :-).

 Ps. Pytałyście mnie gdzie kupiłam kubeczki - słoiczki z poprzedniego postu. W lokalnej sieci sklepów z tanimi produktami . Szybko się rozeszły ale ostatnio trafiłam na gazetkę POLOMARKET-u i tam też pojawiły się podobne ale za cenę około 9 zł. U mnie tego sklepu nie ma ale kontakty rodzinne poruszyłam i będę miała jeszcze 3 kubeczki  :-).

środa, 16 września 2015

Wymarzone kubeczki - słoiczki

 Takie ciepłe wrześniowe dni traktuję jakby każdy z nich był ostatnim ciepłym dniem tego lata. Jesień już czeka za progiem i po upałach zostaną niedługo tylko wspomnienia. Więc wystawiam twarz do słońca, cieszę oczy widokiem spóźnionych kwiatów lawendy , zbieram poziomki i chłodzę się wodą z lawendowym syropem.


A kubeczki-słoiczki ze słomką to jedna z tych rzeczy, o których marzyłam. Cena ich w sklepach internetowych trochę mnie przerażała więc gdy przypadkiem trafiłam na nie w cenie 5 zł za sztukę w jednym ze sklepów w moim mieście nawet się nie zastanawiałam.

 






Życzę jeszcze ciepełka i pozdrawiam :-).

piątek, 4 września 2015

Lawendowa kraina

Odwiedziłam krainę lawendy . Bo tak chyba mogę nazwać miejsce gdzie nawet powietrze jest przesycone zapachem tych drobnych fioletowych kwiatków. I nawet jeżeli już kwiatki przekwitły to eteryczność tego miejsca ciągle unosi się w powietrzu.
Miejsce to zagubione gdzieś na końcu krętej drogi położonej między pagórkami warmińskiej krainy jest dla mnie tyle samo tajemnicze jak i fascynujące.


Lawendowe Pole bo o tym miejscu piszę to nie tylko kawałek ziemi położony w Nowym Kawkowie około 25 km od Olsztyna obsadzony krzaczkami lawendy ale i mam wrażenie, styl życia jaki wybrali gospodarze i twórcy tego miejsca. Stworzyli oni plantację lawendy , która ciągle się rozrasta. Dla odwiedzających to miejsce powstało Lawendowe Muzeum Żywe, są tu organizowane wiejski warsztaty alchemiczne...



Byłam tu pierwszy raz i zauroczyło mnie to miejsce i widokami i zapachem. Przechadzanie się między kępkami lawendy to wielka przyjemność. Już mogę sobie wyobrazić jak bajecznie tu musi być w sezonie kwitnienia lawendy.
Gospodarze tego miejsca w tym roku obsadzili kolejne poletko lawendą . Za kilka lat będzie można przechadzać się lawendowym labiryntem bo właśnie taki kształt tworzą nowe nasadzenia.



 


Tu wszystko jest niezwykłe nawet suszenie lawendy na strychu muzeum zaskakuje swoim widokiem.


Mały sklepik oferuje produkty własnoręcznie wytworzone przez mieszkańców Lawendowego Pola. Ja skusiłam się na syrop lawendowy. Smak ma zaskakująco mocno lawendowy.


Jeżeli kiedyś będziecie w tych warmińskich stronach to bardzo polecam to miejsce do odwiedzenia :-). Pozdrawiam.

piątek, 14 sierpnia 2015

A może by na ... ryby ?

Wakacje trwają . Nastał sierpień i pamiętam z dzieciństwa że  to był czas odwiedzin u mojej babci. Są to wspaniałe wspomnienia. Drewniany domek otoczony drewnianym płotkiem...okna na skobelek...tkany dywanik na drewnianej podłodze z desek...spacery do lasu z którego przynosiliśmy koszyk grzybków.
 A jeżeli chodzi o grzyby to uwielbiam je zbierać i jeść. Niestety w tym roku upały spowodowały że raczej w lesie ich nie znajdę . Jeżeli nie na grzyby to może na ryby :-).


Moje rybki nie potrzebują wody i jeść też ich nie będę :-).
Uszyłam je z lnu i bawełny i będą moją wakacyjną ozdobą.






Pozdrawiam wszystkich a szczególnie moje nowe obserwatorki  :-).

sobota, 1 sierpnia 2015

Turkusowy tag

W końcu i ja doczekałam się urlopu. Jestem ciągle w podróży bo tak lubię. Między przesiadkami z jednego pociągu do drugiego pokazuję taki turkusowy, beztroski , trochę rozmarzony tag :-).





Pozdrawiam serdecznie :-).