piątek, 20 grudnia 2013

Życzenia poszły w świat

 Między myciem okien a opanowywaniem haosu jaki jeszcze mam w domu po remoncie wycinałam, kleiłam, malowałam i w końcu jakimś cudem udało mi się  zrobić karteczki świąteczne.






Przecież nie mogłam moich bliskich zawieść w tym roku. Radość, jaką przeżywam gdy słyszę , że komuś
sprawiłam miłą niespodziankę, że przechowuje te corocznie otrzymywane dowody pamięci, jest bezcenna.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Złapię święta za ogon

A u mnie ciągle brak śniegu ( bo stopniał ), pierników , ozdób choinkowych, dekoracji świątecznych, zapachu ciastek. Święta zamiast się zbliżać umykają mi i będę je musiała złapać w ostatniej sekundzie za ogon :-). Plastikowe bombki czekają na pierwsze dekupażowe ozdobniki. Prawdopodobnie już nie zdąże ich ozdobić, bo się przestałam napinać. Napinanie się. Tak określam stan, gdy wszystko chcę zapiąć na ostatni guzik , gdy dążę, aby wszystko było perfekcyjnie przygotowane. Bombki schowam ze wstydem do kartonu i spokojnie wyciągnę może...w maju. Wtedy na pewno zdążę do następnych świąt. 
Powtarzam sobie: tylko spokojnie i już nie pędze. Przecież nic się nie stanie, jeżeli w tym roku nie będzie na przykład pierników.


( Co tu robią te kwiatki. O tym trochę później )

Za to ściany w pokoju będą białe jak śnieg . Śnieg powinien byś na święta. Wspinam się na drabinę , stół , taboret i jak akrobatka tańczę z pędzlem pod sufitem. Zamiast na bombkach zielone ornamenty tworzę na białej ścianie.


 W drugim pokoju ściany będą zielone zamiast morelowych jak to było przez wiele lat. Moczę pędzel w farbie i ... zielenię? pozieleniam? Jak by tego nie nazwać to zaczyna być zielono. Przecież zielony to też kolor świąt :-). Więc zaczynam świętować? No i ten cytrusowy zapach farby. Przecież cytrusy zawsze u mnie są na święta.


W przerwach między jednym a drugim pociągnięciem pędzla powstają moje pierwsze dziergane na szydełku kwiatki. Nie wierzyłam, że potrafię je zrobić ale chęć i kilka prób uzmysłowiły mi , że nie jest to takie trudne.




I tak mija mi nieświątecznie ten mój przedświąteczny czas. 

piątek, 22 listopada 2013

Na zimne wieczory i ranki

Nie lubię zimna. Od września do maja jestem ciągle zmarznięta. Marzną mi dłonie, stopy ...
Zimne ranki, gdy wychodzę do pracy i wieczory, gdy z niej wracam powodują , że otulam się kurtką, szalem i czym się jeszcze da. W domu okupuję kanapę okryta kocem i grzeję dłonie o ciepły kubek z gorącą herbatą.
W walce z zimnem pomaga mi piękna chusta, którą wygrałam w candy ( wstyd się przyznać ) jeszcze latem. Chwalę się nią wszystkim i podziwiam zdolne rączki , które wyczarowały coś tak pięknego . Autorką tego cuda jest Mariola prowadząca blog " Marsza i Scrabooking " .
 

Teraz otulam się chustą i czuję jak rozgrzewa mnie lekkim  "gryzieniem " w szyję, bo jest zrobiona z prawdziwej wełny.
Jeszcze pochwalę się jak pięknie była zapakowana . Do tego jeszcze dostałam śliczną, własnoręcznie wykonaną kartkę. Po prostu cudo !.



To nie jedyne wygrane candy latem .Otrzymałam jeszcze od Kasi z blogu " Atelier haftu " śliczny woreczek z wyhaftowaną lawendą , w którym trzymam zasuszony zapach lata :-).


Dzięki tym podarunkom moje długie, jesienne wieczory są ciepłe i pachnące. Dziękuję :-).

wtorek, 12 listopada 2013

Rodzina jest najważniejsza


Lubię te nasze coroczne, rodzinne spotkania. Czekam na nie cały rok. Teraz też tak było. Zawsze z lękiem oczekuję kto pojawi się tym razem. Czy znowu będziemy wszyscy?. Upływający czas u starszych i natłok obowiązków u młodych powodują , że nie wszyscy mogą przyjechać.
To takie pokoleniowe spotkania jednak różnicy pokoleń nie odczuwam. Co roku sycę się widokiem starszych pań i panów, w których ciągle jest energia i radość. I chociaż , gdy w życiu pojawia się nuta cierpienia , może bólu to to miją na te kilka godzin , gdy jesteśmy wszyscy razem.
Gdy my w domu zajęci wspomnieniami, na dworze -  tak jak my kiedyś biegaliśmy zaglądając w każdy zakamarek podwórka goniąc kota czy psa - biegają teraz dzieci kuzynów . To nowe , trzecie pokolenie naszego spotkania.
Czerpię z tych spotkań, pełnych radości i wspomnień ,  tyle pozytywnej energii. Napełniam się tą radością płynącą od innych i żegnam z wielkim żalem , gdy przychodzi koniec.


 

Co mogę ofiarować za to wszystko co mnie spotyka od tych wspaniałych ludzi ? Na pamiątkę naszego spotkania obdarowałam każdą ciocię i kuzynkę serduszkiem , które znacie .


To nic , że siedziałam po nocach  ( bo ja przecież jestem nocny Marek :-)) aby przygotować opakowania z szarego papieru i zawieszki z płótna szarego pokrytego dakupażowymi obrazkami.
Widziałam radość z niespodzianki i to mi wystarczyło. Ja otrztrzymałam zastrzyk pozytywnej energii . I o to w tym chodzi.


czwartek, 24 października 2013

Wiosna w sercach i... pod ziemią:-)

Polska złota jesień właśnie tak powinna wydlądać jak dzisiaj. Ostatnie kolorowe liście na drzewach barwią świat, a te co spadły tworzą szeleszczący dywan pod stopami. Lubię ten dźwięk. I lubię ciepłe kolory jesieni : żółcie, brązy , beże... I lubię mgłę gdy rano tajemniczo otyla wszystko. I lekki wietrzyk lubie  przesuwający  pojedyńcze liście, które biegają po drodze jak małe myszki :-). 

Ktoś powiedział , że pogoda prawie wiosenna. Słońce świeci a na termometrze 15 stopni.
Na moich serduszkach zakwitły wiosenne kwiatki.


Gdy świat taki piękny szkoda siedzieć w domu. Żeby wiosenne kwiaty zakwitły w ogrodzie musiałam poczynić pewne przygotowania.


W ziemi " ukryłam " cebulki tulipanów , hiacyntów, krokusów...
Czas zatoczył koło i jak rok temu znowu zaprosiłam wiosnę do ogrodu. Na odpowiedź trzeba będzie poczekać kilka miesięcy.



W ogrodzie porządki przed zimą zrobione. Ziemia odpoczywa do wiosny a ja odpoczywam po dobrze spędzonym dniu.

wtorek, 15 października 2013

Podróż sentymentalna cz. II

 W sezonie wycieczkowym wszystkie autokary  i auta z polskimi i zagranicznymi rejestracjami akurat przebywające na Warmii, nie mogą pominąć na swojej drodze zwiedzania Świętej Lipki , o której pisałam wcześniej. Inaczej jest z Reszlem. To niewielkie  miasteczko przycupnięte jakby w cieniu barokowej perły leży tylko kilka minut drogi od Świętej Lipki. Mało kto tam zajeżdża nie wiedząc co traci.


Tu możemy podziwiać zamek biskupów warmińskich z przełomu XIV i XV wieku , gotycki most zbudowany cały z cegły, barokowy kościół Świętego Krzyża, kościół farny pod wezwaniem św. Piotra i Pawła.


Mnie najbardziej zauroczyły uliczki, którymi można dotrzeć do rynku z neoklasycystycznym ratuszem i średniowieczną studnią. Reszel był jednym z pierwszych miast w Europie, w którym już w średniowieczu działała kanalizacja. Ścieki były odprowadzane przy pomocy systemowi drewnianych rur. Natomiast czysta woda była doprowadzana do gospodarstw za pomocą rur z pięciu miejskich studni.


Dużo czasu nie miałam ale wystarczyło by przypomnieć sobie atmosferę tego miasteczka, aby zapomnieć, że gdzieś indziej jest świat szybkich samochodów , supermarketów...Tu upajałam się spokojem bezludnych uliczek ( co mnie bardzo dziwiło bo był środek dnia) , podziwiałam resztki murów obronnych , nieświadomie chwytałam urokliwe chwile i zatrzymywałam w aparacie niewidoczne dla innych detale .




Może to dziwne, ale te stare ogrodzenia i balustrady zniszczone bardziej przez czas niż przez ludzi, kryły w sobie jakieś magiczne piękno.

Podróże sentymentalne. Wspomnienia o nich zawsze wywołują uśmiech na mojej twarzy . Wiem, że do tych miejsc zawsze będę wracała .

wtorek, 1 października 2013

Podróż sentymentalna cz. I

Jest takie magiczne miejsce, gdzie chciałaby wracać, gdy tylko jest to możliwe. Miejsce gdzie wiem , że zostało część mojego, tego może lepszego życia. Tu historia XVIII wieczna przeplata się z historią mojego życia.

Święta Lipka - perła baroku na Warmii i Mazurach.






Tu, z dala od zgiełku wielkiego miasta , siedząc wysoko na rusztowaniu pod sklepieniem , otoczona świętościami, aniołami pieczołowicie pielęgnowałam swoją anielska cierpliwosć konserwując to, co zostało z XVIII wiecznego malarstwa freskowego.


Wracam tu, aby zachować w pamięci ten klimat sprzed kilku lat.
Co można czuć wpatrując się w oblicze anioła pozostawionego na ścianie przez artystę setki lat temu. On wpatruje się w ciebie . Uśmiechasz się, bo czyż może być coś wspanialszego, jak pokrywanie tego oblicza tysiącem drobnych punkcików farby, aby oblicze to było widoczne nie tylko dla ciebie, ale i dla milionów , które tu przybędą, żeby podziwiać to wspaniałe XVIII wieczne dzieło malarskie i architektoniczne.


To tu byłam " złotą dziewczyną ", gdy tak wsłuchana w anielskie dźwięki płynące z organów,  pokrywałam tysiącami płatków cienkiego jak mgiełka złota, głowice pilastrów.


Setki razy odrywałam wzrok od kolejnych konserwowanych scen i złoceń i spoglądałam w dół i widziałam ludzi pochylonych przed ołtarzem.
Inni przybyli tu, aby podziwiać organy z ruchomymi figurkami podczas koncertu.



Tu pozostało tysiące długich rozmów o tajemnicach skrywanych w tym miejscu, tysiące uśmiechów , radości...
Wracam tu, aby upewnić się , że ten świat ciągle istnieje.
Wracam, aby wróciły wspomnienia . Aby dobra energia znowu otoczyła mnie swoją opieką. Aby dobrzy ludzie znowu uśmiechali się na mój widok a ja, abym uśmiechała się widząc ich w dobrym zdrowiu.

Ktoś mi kiedyś powiedział , że we mnie jest to pozytywne, że nie żałuję tego co minęło, ale cieszę się z tego, że to przeżyłam.
Wiem , że ten czas już nie wróci bo runęłam jak z rusztowania w prozę życia , szarą rzeczywistość, bo czasy się zmieniły, coś się skończyło, bo przecież za coś trzeba dalej żyć.
I zosteły tylko wspomnienia...Nie... nie tylko wspomnienia bo zawsze mogę tam wrócić. To miejsce istnieje i będzie trwało nawet jeżeli już mnie nie będzie.